pon. Sty 20th, 2020

Sprawdzenie numeru VIN w czasie oględzin auta

O tym, że przymierzając się do zakupu używanego auta, trzeba sprawdzić jego numer VIN, wie każdy. Okazuje się jednak, że w praktyce wiele osób popełnia błąd nie przy sprawdzaniu numeru w sieci, ale później – przy oględzinach samochodu w terenie. A ta pomyłka może nieść naprawdę smutne skutki.

Sprawdzenie w sieci jest proste

Sprawdzenie VIN-u na przykład na stronie vinnumberlookup.org jest banalnie proste, ale trzeba mieć świadomość celu takiego działania. Owszem, można w ten sposób wykryć kradzione samochody, ale zdecydowanie częściej sygnały świadczące o tym, że z autem jest coś nie tak, będą bardziej subtelne. A to coraz mniejszy roczny przebieg, a to jakaś zgłoszona stłuczka, a to notatka od ubezpieczyciela itp. Mimo wszystko jednak takie sprawdzenie nie nastręcza trudności i pozwala sporo dowiedzieć się o sprawdzanym pojeździe. Warto przy okazji numer rozkodować i na oględziny wziąć kompletną listę wyposażenia.

Sprawdzanie VIN w dokumentach

Większość kupujących porównuje VIN z trzech miejsc: z dekodera, dowodu rejestracyjnego i ten, który jest wybity na podszybiu. To zdecydowanie za mało. Przede wszystkim należy sprawdzić numer we wszystkich dokumentach: dowodzie rejestracyjnym, karcie pojazdu i na polisie ubezpieczeniowej. Jeśli pomyłka to zwyczajna literówka, to prawdopodobnie uda się to jakoś szybko odkręcić, ale czasem problem jest poważniejszy. Na marginesie – później trzeba będzie jeszcze dwa razy sprawdzić numer wpisany w umowę sprzedaży. Zanim jednak do tego dojdzie, trzeba jeszcze sprawdzić numer wybity na nadwoziu.

VIN nie tylko na podszybiu

Oszuści, mając świadomość tego, że kupujący najczęściej sprawdzają tylko VIN na podszybiu, ten właśnie fałszują. A w interesie nabywcy jest znalezienie wszystkich wybitych numerów i ich porównanie. Nie wystarczy, że vinnumber.net pokaże czystą historię. Najważniejsze to upewnić się, że ogląda się właśnie TEN egzemplarz samochodu. Patrzenie na podszybie to dopiero początek. Numer VIN będzie wybity też na przegrodzie w przedziale silnika, na podłodze pod fotelem pasażera, w niektórych autach nawet pod kołem zapasowym. Wszystkie te numery trzeba sprawdzić, żeby upewnić się, że nie ogląda się właśnie składaka albo dobrze doczepionej ćwiary, która jakoś wyparowała z rejestrów ubezpieczycieli. Poza tym warto poszukać też skróconego VIN-u, takiego, jaki może wybić diagnosta po przeszczepie ćwiartki, jeśli nawet zostanie to zrobione w pełni profesjonalnie.

Podsumowanie

Sprawdzenie i rozkodowanie VIN-u w sieci to dopiero pierwszy krok. Nie można zapominać o tym, że numer trzeba sprawdzić przede wszystkim w dokumentach oraz na nadwoziu. Sprawdzenie w internecie jest ważne, bo pozwala odrzucić najbardziej oczywiste oferty oszustów, ale żeby nie wdepnąć na minę, trzeba szukać głębiej.

Dodaj komentarz

avatar
20000
  Subskrybuj  
Powiadom o